Kwestia ta w doktrynie – oczywiście – jest dyskusyjna.
Część doktryny jest zdania, że taka sytuacja jest niedopuszczalna ponieważ jest ona sprzeczna z zapisem art. 125 KSH.
Przepis art. 125 KSH stanowi:
„Spółką komandytowo-akcyjną jest spółka osobowa mająca na celu prowadzenie przedsiębiorstwa pod własną firmą, w której wobec wierzycieli za zobowiązania spółki co najmniej jeden wspólnik odpowiada bez ograniczenia (komplementariusz), a co najmniej jeden wspólnik jest akcjonariuszem”.
W ocenie zwolenników tego poglądu, z przepisu tego wywieźć należałoby, że wspólników w takiej spółce winno być co najmniej dwóch i winny to być dwa różne podmioty (jeden odpowiadający bez ograniczeń, a drugi obejmujący akcje i nie odpowiadający wobec wierzycieli).
A. Kidyba proponuje rozwiązanie pośrednie, dopuszczając “tymczasową” jednoosobową spółkę komandytowo-akcyjną w sytuacji, gdy w wyniku zmian podmiotowych do spółki nie przystąpił nowy wspólnik (zob. Kidyba, Atypowe spółki handlowe, Kraków 2001, s. 97).
Wreszcie, ostatnia grupa jest zdania, że zapis art. 125 KSH w żadnym wypadku nie zawiera wymogu by w spółce występowało co najmniej dwóch różnych wspólników. Ważne jest tylko, by formalnie ten sam podmiot „pełnił’ w spółce obie funkcje.
W mojej ocenie, z art. 125 KSH wcale nie wynika, że akcjonariusz i komplementariusz muszą być różnymi podmiotami, to rozwiązanie takie uznać należałoby za dopuszczalne. Oczywiście podzielam zdanie części doktryny zastanawiającej się nad ekonomicznym uzasadnieniem takiego rozwiązania, i zwracającej uwagę na to, iż w ich ocenie jest to pozbawione sensu gospodarczego i wypacza nieco naturę gospodarczą tej spółki.
Joanna Mizińska
Strony: 1 2
